Dlaczego warto wybrać SEO copywriting?

on kwi3 2011

Do pierwszego miliona nam daleko, klientów też nie przybywa, jeden tekst piszemy dwie godziny… no gdzie są te obiecane góry kokosów, skoro już miesiąc działamy jako SEO copywriter?! Sam miałem podobne wątpliwości. Złapałem jedno, dwa, potem trzy zlecenia i koniec. Przez długi okres czasu ani jednego klienta, ani jednego napisanego tekstu, ani jednego wygranego zlecenia. W tym czasie mogłem spokojnie przemyśleć kilka spraw, łącznie z tymi, czy warto dalej siedzieć w tym biznesie, czy jest on opłacalny i czy dobrym rozwiązaniem jest pisanie za minimalne stawki, skoro i tak niczego mi to nie daje. Zastanawiałem się też szczególnie nad jednym zagadnieniem – skupić się na normalnym copywritingu czy raczej swoje działania ograniczyć do pisania tekstów z zakresu SEO? I czy tak naprawdę warto jest wybrać SEO copywriting jako dodatkowe (a w przyszłości być może i podstawowe) zajęcie?
(więcej…)

Jak napisać precla?

on lut28 2011

Pisałem już, że swoją copywriterską karierę zaczynałem od prostych zleceń – tu dziesięć precli, tam dwadzieścia, czasem trafiło się większe zlecenie, gdzie ich ilość przekraczała pięćdziesiąt. Z czasem więc moje umiejętności w skutecznym laniu wody – bo właśnie tym dla większości copywriterów są precle – podniosły się na tyle, że w ciągu dnia mogłem ich nastukać około stu sztuk. Oczywiście pominąć wtedy trzeba jakiekolwiek życie poza pisaniem – jednak przyjmując, że za te sto sztuk dostawałem około 130zł – to poświęcenie jednego dnia było tego warte.
No, ale ja nie o tym :)
Zanim zacząłem odróżniać zwykłe teksty preclowe od tekstów zapleczowych czy wartościowego contentu na stronę, minęło sporo czasu. Dopiero po kilku tygodniach zrozumiałem, czym tak naprawdę jest precel:

  • krótkim tekstem, gdzie są:
    • słowa kluczowe w odpowiedniej formie gramatycznej
    • tytuł i treść adekwatna tematycznie do słów kluczowych
  • tekstem o charakterze informacyjnym bądź reklamowym
    • jednak bez bezpośredniej reklamy, np. „firma XXX jest najlepsza, bo”
  • poprawnym gramatycznie i ortograficznie
  • bez większej wartości merytorycznej
    • przy jednoczesnym zachowaniu pewnej dozy sensowności

Niektórzy zauważą, że pewne punkty właściwie się wykluczają – jak chociażby ten ostatni. Niestety świat SEO jest tak skonstruowany, że to, co dla nas jest mało logiczne, dla robotów wyszukiwarek będzie logiczne aż za bardzo. Pisząc więc teksty preclowe trzeba pamiętać, że:

  • mają być logiczne i sensowne
  • mają być poprawne pod względem pisowni
  • mają być na temat
  • muszą być umieszczone w nich słowa kluczowe

Jeśli zachowane zostaną cztery powyższe zasady, to możemy spokojnie usiąść do pisania precli. Tutaj jednak pojawiają się kolejne wymagania, narzucane przez właścicieli blogów z preclami (czyli tak zwane presselle). Nie akceptują oni wpisów, gdzie słowo kluczowe (wraz z linkiem) znajduje się w pierwszych 200 znakach tekstu. Niekiedy granica tolerancji spada do 170 znaków, ale optymalną wartością jest cały czas 200. Drugą kwestią jest częstotliwość pojawiania się w tekście słów kluczowych – zwykle przy otrzymywaniu zlecenia copywriter dostaje odpowiednie wytyczne – często w tekście 1000 znakowym umieszcza się 2-3 frazy, niekiedy jednak wytyczna mówi o tym, aby frazy umieszczać jak najczęściej. Oczywiście nie wszystkie z nich będą wtedy podlinkowane.
Jeszcze innym obostrzeniem jest zachowanie logiki w tekście – czyli pisząc o copywritingu w Internecie nie możemy nagle drugi akapit poświęcić na problemy współczesnego świata. Precel ma być logiczny, choć niekoniecznie merytoryczny – czyli nie musimy tworzyć w ramach 1000 znakowego tekstu jakiegoś historycznego czy polonistycznego eseju czy wyszukiwać godzinami potrzebne informacje w Internecie. Zwykle pisanie precli polega na pisaniu z pamięci wszystkiego, co w danej dziedzinie wiemy – a następnie napisanie tego samego, ale innymi słowami. W rezultacie copywriter zatacza błędne koło i pisząc po kilkanaście razy to samo często powtarza niektóre zdania i schematy, czyniąc je mniej oryginalnymi.
Osobiście nie lubię dużych zleceń, gdzie mam po dwadzieścia razy pisać o apartamentach we Włodawie czy wypoczynku w górach – w końcu bowiem zawsze powielam jakieś fragmenty tekstów i zwyczajnie głupio takie artykuły oddawać. Ciężko pisze się też precle i teksty zapleczowe na tematy specjalistyczne, np. dotyczące sprzętów medycznych czy leków, o których po prostu nie da się pisać aż tak dużo.
Inną kwestią są też same słowa kluczowe obok siebie, które nieraz za nich w świecie nie dały sie w tekście usadzić tak, aby artykuł miał ręce i nogi pod względem stylistycznym i gramatycznym. Ale o tym za jakiś czas.

Trudne początki

on lut27 2011

Nie wiem, czy w moim przypadku można mówić o wyjątkowym szczęściu czy o olbrzymim pechu. Swoją przygodę z copywritingiem zaczynałem na początku roku 2010, gdzie boom na pozycjonowanie wszystkiego przeżywał swój okres świetności. Niestety niosło to za sobą też setki nowych osób, które „pozycjonowały”, „pisały” albo „oferowały” swoje usługi związane z branżą SEO. Mówiąc krótko i dobitnie – był to okres, kiedy pisało się naprawdę tanie precle, których cena zwykle kręciła się koło 1zł za 1000 znaków ze spacjami. Dlatego śmiać mi się chce, gdy dzisiaj wchodzę na różne fora i czytam pełne oburzenia posty, że ktoś zaoferował stawkę 1,5zł za zwykłego tysiąc znakowego precla. Proszę pana czy panią – takie stawki w porównaniu z tym, za jakie pisało się rok temu, są po prostu niesamowicie wysokie.
Wracając jednak do meritum – początkowo wydawało mi się niemożliwe, żebym ja, zwykły studenciak, mógł załapać się na poważne i dobrze płatne zlecenie. Branża była ogromna, chłonna i przede wszystkim pełna ludzi takich samych jak ja – głodnych kasy i rwących się do pracy. Z początku łapałem proste zlecenia dotyczące głównie pisania pressell page, czyli krótkich tekstów o charakterze informacyjnym. Jakość takich artykułów była adekwatna do wynagrodzenia, jakie za nie dostawałem. Wtedy jednak byłem szczęśliwy, że w ogóle jakieś zlecenia mi wpadały, chociaż pisanie za marne grosze było zwyczajnie bezproduktywne.
Po około miesiącu takiej pracy, gdzie pisałem głównie dla dwóch stałych klientów, pojawiła się możliwość założenia konta na znanym serwisie ZPN. Oczywiście nie oznaczało to jednocześnie większych zarobków czy zleceń, ale pozwoliło mi dokładniej poznać konkurencję. Powstał też problem stworzenia sobie portfolio copywritera, gdzie mógłbym umieszczać swoje dotychczasowe teksty i dzięki temu w prosty sposób pokazać ewentualnym klientom swoje umiejętności. Założenie portfolio okazało się strzałem w dziesiątkę – wystarczyło podać w ofercie link do niego (oraz oczywiście stosownie konkurencyjne ceny (: a klient sam odpisywał po chwili, że jest zainteresowany podjęciem współpracy ze mną.
W ten sposób – i piszę to z pełną odpowiedzialnością – w ciągu zaledwie dwóch tygodni zdobyłem czterech nowych klientów, z którymi współpracuję do dnia dzisiejszego. Publikacja własnych tekstów, przykładowych próbek napisanych w wolnym czasie albo artykułów, które wykonywaliśmy dla kogoś innego, jest doskonałym sposobem na przekonanie do siebie klienta. Wraz z kolejnymi zleceniami portfolio oczywiście się rozrastało, pojawiały się w nim teksty z różnych tematyk, co dodatkowo podnosiło moją wartość jako copywritera.
Nie zajmowałem się przy tym profesjonalnym copywritingiem, czyli tworzeniem wartościowego contentu na strony firmowe itp. W polu moich zainteresować leżał jedynie seo copywriting, czyli pisanie precli, tekstów zapleczowych, informacji na blogi. Dopiero później wraz z rozwojem swoich umiejętności (i wiary w siebie) do swojej oferty dołożyłem wartościowe teksty na strony www.

Menu

Polecane

Admin

stat4u