Jak się można domyśleć, moim pierwszym zadaniem było napisanie zwykłych precli (popularne pressell page), krótkich artykułów na konkretny temat, w których trzeba było umieścić słowo kluczowe. Wtedy jeszcze byłem kompletnie zielony w tej dziedzinie, więc moje „pisanie” odbywało się na zasadzie tworzenia prawdziwych esejów, tekstów, które z powodzeniem mogłyby służyć za wartościowy content. Zamiast więc pisać precle, pisałem ciekawe artykuły o dużej wartości merytorycznej – i tylko się zastanawiam, jaką minę musiał mieć klient, gdy zamiast standardowego lania wody dostał wartościowe treści.
No cóż – w pewnym sensie był to mój błąd, bo przed rozpoczęciem pracy nie poszukałem w Sieci informacji na temat co to jest precel – ale w przyszłości okazało się to dla mnie bardzo korzystne. Miałem już wielkie doświadczenie w tworzeniu ciekawych tekstów, więc pisanie zapleczówek albo contentu na strony stało się łatwiejsze. Póki co jednak trwałem w świętym przekonaniu, że pisząc za stawkę 1zł/1000 znaków ze spacjami, byłem ustawiony w świecie copywritingu na przynajmniej kilka miesięcy. Umiałem pisać precle i znałem ich podstawowe zasady:
- słowa kluczowe umieszczone w tekście w nieodmienionej formie
- zachowana żądana liczba znaków
- treść sensowna i zgodna z zasadami pisowni
- treść unikalna, nie żaden duplikat ściągnięty z wikipedii
Miałem stałe zlecenia, na których wiele nie zarabiałem, ale zawsze jakiś grosz do kieszeni wleciał. Z czasem prócz prostych fraz jednowyrazowych pojawiały się trudniejsze, które za nic nie chciały się ustawić w gramatycznym szyku zdania. Mowa tu o takich perełkach jak „copywriter Poznań”, „tanie bilety Warszawa” itp. Każdy, kto miał do czynienia z pisaniem precli wie, że trudno takie potworki wcisnąć w zdanie, aby zachować jego logiczną całość. Kombinowałem na różne sposoby, co dawało naprawdę okropne efekty. W końcu zbiegiem okoliczności trafiłem na artykuł, gdzie jakiś mądry człowiek dokładnie wyjaśniał, że w przypadki takich fraz, które tworzą trudne słowa kluczowe koło siebie można oddzielać je znakami interpunkcyjnymi. Można więc było wstawiać między nie kropki, przecinki, myślniki, znaki zapytania i wykrzykniki, dwukropki, wielokropki – słowem wszystko, co nie psuło ani gramatyki ani stylistyki zdania.
Niektórzy mogą tu pokręcić głowami i zapytać, dlaczego aż tak trzeba dbać o powyższe czynniki w preclach, skoro i tak nie służą one niczemu innemu, jak tylko pozycjonowaniu. Niestety muszę Was zmartwić – precle czytane są przez zwykłych ludzi, którzy mogą się na nie natknąć zupełnie przypadkiem, gdy będą przeglądać Internet. Czytane są też przez administratorów i moderatorów blogów, na których się je umieszcza (blogi te również nazywa się blogami preclowymi lub pressellami). Jeśli precel będzie bezsensowny, a jego treść beznadziejna, to nie ma żadnych szans, aby przeszedł jakąkolwiek moderacje – a przez to staje się bezużyteczny dla pozycjonera.