Zmiana warunków zlecenia…

on lis27 2011

Przyjmowanie zleceń drogą elektroniczną oraz ich wykonywanie w formie mobilnej, zdalnej, internetowej (zwał jak zwał) ma wiele pozytywnych cech, ale niestety zaczynam dostrzegać też coraz więcej cech negatywnych. I nie chodzi tu już o tylko o to, że w Internecie o wiele łatwiej jest kogoś oszukać czy naciągnąć na sporą kasę. Ostatnio istną plagą zaczynają być piekielni klienci, którym „nagle” się przypomina, że trzeba jeszcze „troszkę” więcej zrobić (najlepiej w tej samej cenie), bo „zapomnieli” napisać o tym w zleceniu.

Ale już w kompletną irytację połączoną nierzadko z żądzą mordu wprawiają mnie „kjęci”, którzy nie tylko wymagają, aby zrobić dla nich więcej niż było to z początku ustalone, ale jeszcze w swojej wielkiej łaskawości sami wyznaczają nam kwotę i stawkę, za jaką to zrobimy. Rozumiem, że na rynku kapitalistycznym w mniemaniu wielu osób klient to nasz pan i powinniśmy (my jako wykonawcy) padać mu do stóp, ale nawet takie dziwne i z d*py wzięte panowanie ma swoje granice. Skoro umawiam się z panem Iksem, że mam mu wykonać projekt A i B, bo tylko takie warunki były określone w zleceniu i pan Iks ma mi za to wypłacić kwotę Y (i najlepiej zlecenie na już, bo jemu się BARDZO śpieszy i jak nie wykonam za godzinę, to będzie koniec świata), to z jakiej paki w połowie zlecenia pan Iks do mnie pisze, czemu nie wykonuję dodatkowo projektu C i D? Przecież to OCZYWISTE, że skoro robi się już A oraz B, to C i D jest naturalną koleją rzeczy (a potem zapewne E, F, G, H, a jak się skończy alfabet łaciński to i cyrylica się załapie).

W porządku – do tego momentu można jeszcze uznać to za wypadek przy pracy, bo każdemu może się zdarzyć, że „zapomni”. Ale zasady działania są proste – klient się PYTA, czy jest możliwość dokończenia zlecenia w innej formie, powiększonego o projekty C i D (albo X, Y, Z), zaś jeśli wykonawca ma czas (i chęci, co jest najważniejsze), to SAM ustala cenę wykonania dodatkowego projektu. Proste, prawda? No właśnie nie, bo raz na jakiś czas trafi się wielki pan, który wie więcej i lepiej o naszej pracy i lepiej potrafi wycenić nasz wkład w nią, nie mówiąc o poświęconym czasie. Takim klientom mówię zawsze stanowcze NIE. Umawialiśmy się na A i B – i tylko te projekty mogę wykonać. Jeśli nie się podoba, to do widzenia, proszę szukać jelenia gdzie indziej, który zgodzi się pracować w weekendy i święta za „co łaska”. Brutalne i być może w opinii wielu osób nieprofesjonalne, ale jedyne sensowne wyjście z takiej sytuacji.

Proszę Was bardzo – szanujmy siebie i swoją pracę!

Ten post został opublikowany on niedziela, Listopad 27th, 2011 at 11:41 am w kategorii Luźne.



9 aktualne odpowiedzi

  1. 1 Maciej SEO pisze:

     

    on lis27 11

    Jak ja doskonale znam ten problem i w brodę sobie pluję, że zwykle zgadzałem się na takie ustępstwa. Ale teraz nie ma przeproś i jeśli się już takie cos zdarzy, to klient musi dopłacać albo robie tylko to co było ustalone wcześniej.

  2. 2 monique pisze:

     

    on lis27 11

    100 % racji. Jak się okazuje owi „piekielni klienci” grasują nie tylko w miejscach publicznych, sklepach i firmach, ale też w Internecie. Sama miałam nie małe nieprzyjemności z takimi „cwaniakami”. To jakaś dziwna mentalność. Nie dość, że często rozszerzają zakres zlecenia, to często, po skończonej pracy wynagrodzenia ani widu a ni słychu przez dłuuugi czas (o ile w ogóle!). Ciekawa jestem, czy nadejdą dobre czasy dla tych prawdziwych copywriterów…

  3. 3 CzesioCopy pisze:

     

    on lis27 11

    Monique, obawiam się, że dobrych czasów już nie będzie dla, jak piszesz, „prawdziwych copywriterów”. Czasy stają się coraz to gorsze. Po pierwsze rośnie liczba oszustów, gości, którzy co dzień zakładają nowe, ‘zerowe’ konto i udają bosów SEO wykorzystując uczciwych ludzi. Po drugie coraz więcej jest niestety małolatów, którzy zaniżają stawki do (o zgrozo!) 80 groszy za 1000 zbs.

    No i niestety również świat SEO nie może się chyba obejść bez takich jednostek, o jakich napisał autor artykułu.. To wszystko jest bardzo… smutne (!).

  4. 4 monique pisze:

     

    on lis27 11

    Tak, dlatego copywriter, który nie jest z tych, którzy chcą zarobić co najwyżej na „nową deskę”, iphona z bajerami czy łyżworolki z wingsami, musi się po prostu szanować. Może to brzmi patetycznie, ale dostaniemy takie zlecenia, na jakie sobie zapracujemy : reputacją, pomysłowością, wytrwałością i … dobrym portfolio ;[]

  5. 5 Michał pisze:

     

    on lis28 11

    A jeśli klient zaproponuje stawkę (wyceni zlecenie) na wyższą sumę, niż sami bysmy wzięli za te dodatkowe projekty…?:D

  6. 6 mariusz.krz pisze:

     

    on lis29 11

    Tu jest dylemat, bo trzeba się oczywiście szanować, ale na początku należy podejść łagodnie do klienta, żeby go zachęcić właśnie do nas. Jak jest zadowolony i chce więcej to podbijam delikatnie cenę. Mam taki argument i jestem ciekaw, jakie wy stosujecie. Tłumaczę to klientowi tak, że stawka za jaką piszę nie motywuje mnie zbytnio do dobrego tekstu i niech wybiera jaką jakość sobie życzy, a początkowa próbka tekstów była w promocji :)

  7. 7 monique pisze:

     

    on lis30 11

    To podnoszenie stawki w trakcie współpracy jest dość niebezpieczne. Klient wie, że może mieć dany tekst czy system treści zrobiony taniej – wystarczy ponownie poszukać. Zgodę na wyższą niż do tej pory stawkę wyrazi jedynie klient… leniwy. Tak mi się wydaje..

  8. 8 koeaoe pisze:

     

    on gru1 11

    No ta plaga jak dla mnie to trwa już od paru lat :( Umowa umową, nie każdy freelancer czy copywriter będzie ją spisywał, ale kompletną klapą jest robienie projektu bez uprzedniego dostania specyfikacji projektu od klienta. Sam się na coś takiego naciąłem, i po prostu zostałem, wykorzystany… w rezultacie oddałem projekt warty 2000 tys. za 1000zł… a dokończyć go musiałem, bo potrzebowałem pieniędzy…

  9. 9 Loveit pisze:

     

    on gru10 11

    Opisałeś sprawę z jednej strony, ja jako potencjalny klient widzę to trochę inaczej. Przede wszystkim nie zawsze wszystko ma się opracowane od razu, wiele rzeczy przychodzi z czasem i dlatego jest zmiana warunków zlecenia. Jak mi w czasie pisania tekstów przez mojego copywritera wpadnie coś do głowy to się go pytam czy da się to jeszcze zmienić i tak, czasami pytam też czy kwota X będzi wystarczająca. Jeszcze żaden się nie obraził.

Dodaj swój komentarz

Menu

Polecane

Admin

stat4u